Od Bieszczad po Bałtyk. 10 dni. 10 województw. 10 akwenów. Jedna deska. Polska widziana od wody.
Każde polskie województwo ma swój akwen. Każdy akwen ma swój wiatr. Każdy wiatr ma swoją historię.
Kite De Pologne to solo roadtrip kamperem przez Polskę z deską kitesurfingową na dachu. W ciągu 10 dni przejeżdżam od Bieszczad po Bałtyk — pływam kitesurfingiem, kite foilem lub pump foilem na akwenach w 10 różnych województwach.
Każdy spot to inna woda, inni ludzie, inna lokalna społeczność. Każdy wieczór to ognisko, lokalna kultura i kamper jako baza. Finał: Chałupy 6 — miejsce, w którym spędziłem wszystkie wakacje dzieciństwa.
Selektywny przekrój przez Polskę: 10 akwenów dobranych pod sport i krajobraz, geograficznie spójna linia południe–północ. Jakość nad ilość.
Wieczory z lokalnym kite community, żeglarzami, przyjaciółmi z Mazur i Pojezierza. Polska w żywej formie, nie w broszurze.
Instagram live coverage, codzienne reelsy i finałowe video. Cała trasa jako otwarty content z hashtagiem #KiteDePologne.
Mam 4 lata, gdy rodzice po raz pierwszy parkują przyczepę w Chałupach. Tam się wychowam. Wszystkie wakacje, każde lato, te same ścieżki na plażę, ten sam zapach sosen i soli. Półwysep Helski to nie jest dla mnie destynacja — to dom.
To właśnie w Chałupach pierwszy raz stanąłem na desce. W wieku 15 lat wchodzę do Kadry Polski w Kite Race. Do dwudziestego roku życia — pięć sezonów startów, mistrzostw, zawodów, sponsoringów. Wszystko to zaczęło się tutaj, na tej plaży, gdzie wciąż wracam.
Poza tym kamperem po zawodach — to mój naturalny sposób podróżowania między sezonami.
Dziś pracuję w Castrol/BP. Marka, która ze mną podróżuje. Gdy zobaczyłem konkurs „Wygraj kampera na 10 dni", coś po prostu zaskoczyło. 35 lat BP w Polsce. Moje 10 dni przez Polskę. Od Bieszczad po Chałupy. Pętla, którą chodzę po cichu od dziecka — tym razem zamknięta świadomie.
To nie jest projekt. To jest moje życie zapisane w 10 dniach.
Żeby zrozumieć, czym jest dla mnie ta wyprawa, trzeba cofnąć się o dwadzieścia lat — na plażę w Chałupach, gdzie czteroletni chłopiec z aparatem w ręku biega za kitesurferami i robi im zdjęcia.
Wychowałem się na Chałupach. Jako kilkulatek całe dnie spędzałem na plaży, robiąc zdjęcia tym, którzy skakali na kite. Strasznie chciałem zacząć — ale dopiero w wieku dziewięciu lat było to dla mnie bezpieczne. Wtedy stanąłem na desce po raz pierwszy. I się zakochałem. Od tamtego momentu kite stał się moim życiem.
W wieku 15 lat pojechałem na przystanek Pucharu Polski — i wygrałem. W tym samym i kolejnym roku zostałem mistrzem Polski, zarówno w młodzikach, jak i w kategorii open. Tak zaczęła się przygoda ze sportem na poważnie.
Startowałem w TTR — twin tip racing. Kiedy ta konkurencja ustąpiła miejsca foilowi, który stał się dyscypliną olimpijską, przesiadłem się i startowałem na foilu również na arenie międzynarodowej — z brązowym medalem mistrzostw Europy w kategorii mixed U19. Ale prędkość, skoki i twin tip zawsze były dla mnie najważniejsze. Foil to świetna alternatywa, gdy mocno wieje. Pływam też na falach — brałem udział w zawodach na wave przy 50+ węzłach, w prawdziwym sztormie. Dlatego uważam się za wszechstronnego kitesurfera — takiego, który próbuje wszystkiego, co ten sport daje.
W wieku 18 lat przyszła poważna kontuzja kręgosłupa. Mając 19–20 lat podjąłem decyzję, że to koniec startów. Zawsze chciałem być tam, gdzie jest najlepiej — więc na studia magisterskie wybrałem Imperial College w Londynie. Potem praca przy startupach, powrót do Polski i — w pewnym sensie naturalnie — BP.
Ale kite, Chałupy i całe to środowisko na zawsze pozostaną tym, co mnie ukształtowało. To wciąż moja największa pasja.
Moje życie to nie tylko kitesurfing. Wychowałem się, słuchając szant, piosenki turystycznej, żeglarskiej i poezji śpiewanej. Pierwszy raz na żaglach byłem w wieku trzech lat — dziś żegluję rekreacyjnie, ale kultura żeglarska, szanty, ten klimat są dla mnie bardzo ważne. Dlatego przystanek na Mazurach w Giżycku nie jest przypadkowy.
Byłem też harcerzem. Lasy i jeziora — moja rodzinna kraina — znam doskonale, bo to tam przesiadywałem noce przy ognisku z gitarą. Dlatego trasa prowadzi przez Pojezierze Brodnickie. A Bieszczady? Bo to właśnie tam wszystko się spotyka — poezja śpiewana, ognisko, wędrówka, cisza.
Kamper znam od podszewki — to nim jeździłem po Europie na zawody i treningi kite. Spałem na parkingach przy spotach, gotowałem przy desce schnącej na sztorcie, ruszałem dalej, gdy tylko zmienił się wiatr. Dla mnie kamper to nie nowość do ogarnięcia, tylko narzędzie, które od lat wozi mnie tam, gdzie jest woda. Tym razem powiezie mnie po Polsce.
Poza tym po prostu kocham jeździć autem, zwiedzać i podróżować. O większości miejsc na tej trasie słyszałem od lat — ale nigdy nie było czasu, żeby je naprawdę zobaczyć. Teraz jest idealna okazja.
Wiatr 12+ węzłów. Tradycyjny zestaw, większość spotów.
Wiatr 6–12 węzłów. Lekkie warunki, jeziora śródlądowe.
0–6 węzłów. Backup gdy wiatr nie chce wiać. Żeby nie stracić dnia.
Telefon — stories i reelsy. GoPro — wszystkie sesje wodne, POV z deski.
Hero shots: kamper na drodze, kite z lotu ptaka, panoramy spotów.
Po Europie na zawody i treningi kite jeździłem kamperem od lat. Spanie na parkingach przy spotach, deska schnąca na sztorcie, ruszanie dalej, gdy zmienia się wiatr — to środowisko, które znam od podszewki. Tym razem zamiast za granicę, kamper zabiera mnie przez Polskę.
Cała trasa na Instagramie
Zobaczyłeś kampera na trasie? Wrzuć foto z hashtagiem — zrobię repost. Cała Polska śledzi razem.
Live Stories
Codziennie, ciągłe. Rano plan, sesja, wieczór, spotkania. Bądź ze mną w kamprze.
Foto dnia
1 post dziennie. Najmocniejsze ujęcie z zaliczonego spotu. PL + EN. Tag BP, tag Castrol, tag lokalnego community.
Reel dnia
1 reel dziennie, 30–60s. Najlepsze momenty dnia — kite, kamper, ludzie, ognisko. Gotowy do reuse.
Long-form video
Po powrocie. Jeden film 5–8 min, kompletna kompilacja trasy. YouTube + udostępnienie.